
Zmniejszające się serduszko
Dawno, naprawdę dawno temu, bo myślę, że to minęło jakieś dwadzieścia lat, widziałem nietypowy teledysk. Główną bohaterką była dziewczyna, która chodziła po mieście z ogromnym sercem. Takim walentynkowym, ale wielkim, takim 1,5 m x 1,5 m. Ledwo je niosła. Spotykała podczas dnia różnych ludzi, chyba szukała miłości i z jej serduszko malało z każdą godziną nieudanych kontaktów, aż było wielkości damskiej torebki. Wtedy spotkała chłopaka i spędziła z nim przyjemny wieczór na rozmowie. Kolejnego dnia ponownie miała ogromne serce.
Nie wiem czemu, ale ten teledysk skojarzył mi się ostatnio ze mną i moją żoną.
Przyszła sobota, jak zwykle zaczęliśmy dzień pełni optymizmu. Zwyczajowo już było rodzinne śniadanko i staraliśmy się nakręcić dzień pozytywnie.
Mimo tego nasz synek od rana miał inne nastawienie. I tak zaczęła się batalia, która mimo morza cierpliwości trwała do wieczora. Walka była o wszystko: o ubranie się, umycie zębów, włożenie butów przed spacerem itd. Potem był pierwszy szał i konflikt z siostrą, która notabene sama zrobiła się zadziorna ostatnio. Były drobne przyjemności i odwiedziny u dziadków, gdzie pod koniec był kolejny szał. Krzyk, łzy, bicie. Mimo wszystko po powrocie do domu staraliśmy się pozostawać w jakimś pozytywnym nastroju. Ja usiadłem do zabawy z synem (choć najchętniej to bym się gdzieś zamknął i posiedział w ciszy po ostatnim wybuchu, ale w aucie emocje opadły, więc mimo wszystko postanowiłem spędzić czas z synem).
Po zabawie, gdy chciałem wreszcie trochę odpocząć i mieć czas dla siebie znowu zaczęły się przepychanki z siostrą…
Emocje, pyskowanie, odszczekiwanie się złośliwe, słowem pełne spektrum nieprzyjemności.
Wtedy postanowiłem się przejść, choćby i do sklepu by emocje opadły. Zapytałem żony, czy coś chce, a po braku odpowiedzi zajrzałem do pokoju, by zobaczyć, czemu nie odpowiada.
Siedziała na fotelu, cicha, zapatrzona gdzieś. Jakby wyprana z koloru. Coś mi szepnęła pod nosem i zmęczona wróciła do patrzenia gdzieś przed siebie.
Wtedy przypomniał mi się ten teledysk.
Nasze serca w ciągu całego dnia zmalały. Nasza cierpliwość się wyczerpała, a zmęczenie zaczęło brać górę.
Idąc do sklepu, myślałem głównie o tym, że mam nadzieję, iż jutro znowu będą wielkie. A co jeśli nie będą?
I w tym momencie przypomniałem sobie to, co mówimy Antkowi zawsze, gdy już szał minie, gdy rozmawiamy o tym co się stało, o konsekwencjach itp. “Nowy dzień, nowa szansa”. Zawsze to mówimy. Dziś było kiepsko, byłeś zły, zachowałeś się niedobrze, było nam niemiło, ale jutro jest nowa szansa. Nie przejmuj się.
Mając to na uwadze, stwierdziłem, że dla nas obowiązuje ta sama zasada.
Także wierzę, że jutro, mimo trudnego dnia, ponownie wstaniemy wspólnie z wielkimi sercami, pełni miłości, optymizmu i CIERPLIWOŚCI. Another chance.
Czego Nam i Wam życzę.
Michał, tata
