
Tytuł trochę odstrasza, bo właściwie to po co czytać o sposobach na wyciszenie w ADHD, które zawiodły? Ano dlatego, że one nie sprawdziły się u nas, ale może u Was zadziałają. Każdy przypadek jeśli chodzi o zaburzenia koncentracji uwagi, czy nadruchliwość jest inny. Bywają dodatkowe objawy; zazwyczaj jest też przewaga jednych symptomów nad pozostałymi. U nas dominują kłopoty z koncentracją, a towarzyszą zaburzenia czucia głębokiego. Lecz u kogoś innego będzie to np. nadmierna agresja. Chciałam przez to podkreślić, że warto poznać cały wachlarz możliwości, próbować i wybrać to, co pozwala opanować emocjonalny rollercoaster. Przekonani? To w takim razie jedziemy!
Mata do tupania
Wydawała mi się logicznym wyjściem z sytuacji nadmiernego pobudzenia emocjonalnego syna. Takie wytupanie złości, rodem z zajęć fitness przecież musi pomóc, bo skupiamy się na szybkim dynamicznym i odpowiednio mocnym nacisku. Energia ląduje w stopach, a potem w podłodze. I jest to prawda, ale tylko, jeśli w danym momencie mamy do czynienia ze świadomą osobą, która zna cel, wie, co robi i chce to robić. Próbowałam wielokrotnie podsuwać synowi tę matę, nawet przykleiłam ją taśmą do podłogi, by się nie ślizgała i przemieszczała. Ale to na nic. Syn ani myślał wykonywać polecenia, nawet zabawny rysunek „zdenerwowanych” stóp nie przyciągnął jego uwagi. Za to córka- dla niej to była forma tańca, świetna zabawa;) Ale wspomnę tylko, że nie ma ADHD. Mata do tupania u nas mogła nie zaskoczyć również z bardziej medycznego powodu. Otóż synek ma kłopoty związane z planowaniem ruchów, precyzyjnym określeniem położenia poszczególnych części ciała w przestrzeni (propriocepcja) i to przeszkadza mu w panowaniu nad harmonijnym poruszaniem się. I bez wzburzenia może to zniechęcać, a co dopiero w stanie większego rozdrażnienia…
Worek bokserski
Kiedyś postanowiliśmy z mężem, że zapewnimy synowi taką dawkę ruchu, by mógł wybiegać i wyskakać emocje. Jednym z elementów tego treningu (i przy okazji naszym też) stał się worek bokserski. Najpierw zakupiłam taki zabawkowy, w zestawie z rękawicami. Szybko jednak okazało się, że, albo to jest sprzęt kiepskiej jakości, albo syn ma supermoc niszczenia nowych zabawek. I nawet korzystaliśmy z tego worka, ale nie w momentach, kiedy złość brała górę. Była to forma „spokojnego” treningu, zabawa, która miała zapewnić nam rodzicom, że ewentualne negatywy zostaną wbite w ciężki worek. Ale ostatecznie po kilkunastokrotnych intensywnych ćwiczeniach worek zaczął się rozrywać i zamieniliśmy go na ogromny, dorosły przyrząd. Przy okazji my trochę boksujemy, częściej jednak stanowi dużą, czarną dyndającą dekorację na przedpokoju;)

Ale żeby nie było- worek spełnia swoje zadanie jako pomoc w ćwiczeniach syna, wszak boksowanie świetnie trenuje precyzję, równowagę i planowanie ruchów, z którymi ma problem. Zauważyliśmy też, że worek działa wtedy, gdy jeszcze jest szansa na złagodzenie napięcia. Jeśli wyłapiemy odpowiednio wcześniej symptomy zbliżającego się napadu złości, wtedy taki trening staje się naszym najlepszym przyjacielem.
Rysowanie wulkanu
Wśród porad dotyczących radzenia sobie ze złością u dzieci, jest skupienie się na rysowaniu wulkanu. Brzmi nieźle i jest adekwatne do sytuacji. U nas zabawa, ale w doświadczenia chemiczne z wulkanem jest hitem, ale tylko jako forma spędzania czasu wolnego, ale na pewno nie jako sposób na wyciszenie się. Z pewnością sama czynność rysowania jest wymagająca i wciągająca. Kto lubi, ten wie, że można wtedy odpłynąć, skupiając swoje myśli na precyzji ruchów i pociągnięciach kredką, ołówkiem. U nas to się nie sprawdza, ponieważ syn od kiedy pamiętam, miał kłopoty z narysowaniem prozaicznego misia, o portrecie, czy postaci ludzkiej nie wspominając. Pani z przedszkola bardzo walczyła, by synek miał codziennie trening ręki i faktycznie w tej materii nastąpiła u niego znacząca poprawa. Dlatego też rysowanie według schematu, po szlaczkach, na zadany temat (obok zapinania guzików i planowania) to kolejna czynność, która przy zaburzeniach integracji sensorycznej bywa raczej wyzwaniem, niż przyjemną odskocznią. Ale, jak to u dzieci z ADHD, potrafią cudownie skupić się na rzeczach, które je interesują.

Kiedyś jedna z Pań w szkole syna zdziwiła się, że ma ADHD, ponieważ zauważyła, że potrafi przez godzinę rysować czołgi. Ale ja wytłumaczyłam, że to przecież nic dziwnego, ponieważ chodzi tu o zajęcie, które lubi, a nie o to, które musi wykonywać. Zatem dziś mamy setki rysunków z czołgami, które być może trochę kompulsywnie tworzy i tak radzi sobie z emocjami. Nie znaczy to jednak, że gdy jest wzburzony, zasiada grzecznie do biurka i wyjmuje kredki 😉 Co to, to nie.
Dźwięki
Do tego podpunktu pasują mi dwie metody, które nie działają, kiedy emocje biorą górę. Poradnikowe ryczenie jak lew, czy próba rozmowy, tłumaczenia czegokolwiek. Właściwie u nas mówienie podczas napadu złości jest prawdopodobnie dla syna białym szumem bez sensu, który tylko rozsierdza go jeszcze bardziej. Kiedyś wspólnie spisaliśmy zasady domowe na brystolu i próbowaliśmy się do nich odnosić w ferworze walki, syn zadał sobie trud, by je zerwać ze ściany i misternie pociąć nożyczkami na drobne kawałki. Zauważyliśmy więc, że cisza, przeczekanie, a nawet obojętność, potrafią zdziałać więcej, niż jakieś słowne przepychanki, które potem przeradzają się w fizyczne nieprzyjemności. Właściwie ryczenie jak lew, krzyki, piski już są, więc dodatkowe bodźce dźwiękowe nie byłyby tu potrzebne. Staramy się wyczuć odpowiedni moment, by coś powiedzieć lub zareagować, gdy zaczyna się przemoc fizyczna. Choć nie są to jakieś groźne rękoczyny i raczej daje się je łatwo spacyfikować, to równocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie możemy dopuszczać do ataków na córkę, czy pokazywać, że można kogokolwiek krzywdzić. Rozmowa, z logicznymi argumentami następuje zazwyczaj godzinkę po wybuchu, syn sam doskonale, bez podpowiadania potrafi wykazać, co się stało, co nie powinno było się stać i jak mógłby inaczej postąpić w tej sytuacji.

Pani psycholog podpowiedziała nam ostatnio, by w momencie, gdy dojdzie np. do uderzenia, a potem syn uspokaja się i chce się przytulić, należy zakomunikować jasno, że nie podobało nam się to, co zrobił i, że potrzebujemy chwili, by ochłonąć. Nie można udawać, że nas to nie obeszło, bo to przecież nieprawda. Wzięliśmy sobie tę radę do serca i teraz otwarcie mówimy dziecku o tym, co czujemy w danym momencie. Chyba trochę wstydziliśmy się, że wewnętrznie jesteśmy rozbici, trochę źli, smutni, mimo że tak bardzo go kochamy.
Kontakt fizyczny
Podobna sytuacja, jak z wydawaniem dźwięków, jest z próbą kontaktu fizycznego. Wyciszenie poprzez przytulenie jest możliwe właściwie tylko w ostatniej fazie, gdy syn opada już z sił, wyrzucił z siebie emocje, najczęściej płacze i tylko pragnie się przytulić. Czasem sam, czasem delikatnie o to zapytany przez nas. To znak, że zaczyna d niego dochodzić, co zrobił i jakich zniszczeń dokonał wulkan złości na zielonej domowej wyspie. Przytulenie za przyzwoleniem nigdy nie unicestwia ataku, ale zawsze leczy rany. Nie unikamy go, choć „po” bywa trudno przejść z trybu załamanie w tryb troskliwości i wsparcia, kiedy samemu się go wymaga. Również w czasie, kiedy syn jest agresywny, nie należy proponować mu rywalizacji sportowej, która wiąże się z kontaktem fizycznym. Wejście w konwencję zapasów, czy treningu bokserskiego jest zazwyczaj efektywne, jeśli jest to początkowa faza napadu i ma szansę przerodzić się w radosną przepychankę z udziałem taty, a nawet siostry. Tu muszę wspomnieć o aktywności fizycznej w ogóle, która rewelacyjnie działa profilaktycznie, lecz już propozycja w stylu chodź, pojeździmy na rowerze, to się uspokoisz, zwyczajnie się nie sprawdzi.
Jak pokazuje powyższa lista, są elementy, które jednoznacznie nam nie podeszły i są też te, które mają swoje momenty. Myślę, że warto spróbować wszystkiego, co mogłoby efektywniej pracować nad emocjami. My wciąż uczymy się syna, jego zachowania zmieniają się wraz z wiekiem i kto wie, czy za miesiąc nie przeprosimy się z rysowaniem wulkanu, czy z matą do tupania.
