
Sposoby na wyciszenie przed snem przeplatają się u nas z metodami na opanowanie złości i rozładowanie nadmiaru energii. Zmienną jest tutaj stopień nasilenia objawów ADHD i pora dnia, które wpływają na charakter naszego postępowania, nieustannie wymagając od nas elastyczności i cierpliwości. Bywa bowiem tak, że to, co działało wczoraj, dziś nie przynosi żadnych rezultatów. Dodatkowo wypróbowaliśmy opcje podpowiadane przez internet, książki, intuicję, które u nas zwyczajnie się nie sprawdziły. Jest to bardzo obszerne zagadnienie, dlatego postanowiłam poświęcić mu cykl kolejnych artykułów. W tym wpisie poruszę tylko temat wyciszania się przed snem, ale już w następnych podzielę się wypróbowanymi przez nas rozwiązaniami, które pomagają synowi uspokoić się po napadzie złości oraz tymi, które w naszym przypadku zawiodły. Może u Was zdadzą egzamin.
Stała godzina zasypiania
Większości rodziców wydaje się, że jak zmęczą dziecko bardzo późnym pójściem spać, to ono od razu zaśnie. I pewnie w większości standardowych przypadków tak właśnie się dzieje. Ale ADHD nie należy do zwyczajnych, chociażby ze względu na to, że przegapienie optymalnej pory sprawia, że później znaczy gorzej. W głowie dziecka z ADHD myśli i emocje zaczną się mnożyć, co nie pozwoli odprężyć się umysłowi, a także ciału. Nie od dziś wiadomo też, że rytuały mają znaczenie i dają niezwykle ważne poczucie stałości i bezpieczeństwa, więc pójście spać w ustalonej kolejności: np. po kolacji, myciu zębów i książce powinno sprawić, że następnym razem będzie nieco łatwiej to wyegzekwować. Nawet nie chodzi tu o konkretną godzinę, lecz naukę pewnego porządku dnia. U nas to się sprawdza. Dodatkowym argumentem „za” jest fakt, że kiedy kładliśmy syna celowo bardzo późno, albo zadziało się to po wizycie gości, to zawsze na drugi dzień miał problem ze wstaniem, był zmęczony, markotny.

W jednej mądrej książce o nadpobudliwości przeczytałam, że należy ograniczać dziecku bodźce mogące wpływać na poziom agresji, wśród których była właśnie wymieniona złość w wyniku niedospania. Zatem, jeśli sytuacja zadzieje się w środku tygodnia i nie ma szans na długi sen, chyba następnym razem trzeba sobie odpuścić tę taktykę. Wielokrotnie namawialiśmy syna do pobudki, prosiliśmy, groziliśmy, włączaliśmy radio. Dziś mądrzejsi wiemy, że to męczenie nas, jak i dziecka.
Ograniczenie bodźców
To chyba najtrudniejsze zadanie dla rodziców, szczególnie po całym dniu pracy i marzących o chwili wytchnienia. Jakże łatwiej jest puścić telewizor dla świętego spokoju, wręczyć tablet, czy pada, by ten nas wyręczył;) Ale to tylko pozorne wyręczenie. Przetestowaliśmy wszystkie powyższe pseudometody i doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że szybko zmieniające się, pulsujące feerią barw obrazy działały drażniąco na naszego syna. Pochłaniały go totalnie, na tyle mocno, że próba oderwania go od rozrywki kończyła się awanturą. Oglądał je z otwartą buzią, angażował się, ale to nic dobrego. Wpadliśmy więc na pomysł, by czas bajki w jakiś sposób racjonować i zakontraktować z synem. Umówiliśmy się, że puścimy mu np. 20 minut określonej bajki (dostosowanej do wieku), a po obejrzeniu i na naszą prośbę (bo nie ma jeszcze poczucia czasu) wyłącza bez szemrania. Nie wspomnę już o tematyce potencjalnych filmów. Nasz synek obecnie lubi kolekcjonować żołnierzyki, komandosów, pojazdy pancerne. Ale to zainteresowanie niesie za sobą pewne ryzyko. Dlatego też naszą rolą było wyselekcjonowanie tego, co ewentualnie obejrzy. Np. filmik instruktażowy z budowania militarnych obiektów z LEGO ok, ale już klockowe inscenizacje działań wojennych nie. Przed snem odpadają wszelkie zabawy typu „strzelanki”, czy wiążące się z agresją, nawet tą udawaną. Ograniczamy też zabawy pobudzające, które wiążą się z szybkością, koniecznością krzyczenia, np. zabawa w chowanego, ganianego, kalambury, czy nawet Dobble (choć bardzo je lubimy). Praktykujemy wieczorny quiz z udziałem nas rodziców i syna, gdzie każdy zadaje pytania wybranej osobie (matematyczne, angielskie słówka oraz nazwy bohaterów książek, bajek), ale także wróciliśmy do szachów, memo, czy Kariby. Choć jest w nich element rywalizacji, to przecież też trzeba nauczyć syna, że takie zjawisko w życiu występuje. Te wszystkie rozrywki pojawiają się wtedy, gdy syn nie ma ochoty na skupianie się na czytaniu, nawet ulubionej książki kucharskiej.

Czasem woli posłuchać opowieści taty, porozmawiać o jedzeniu, czy o jakiejś konkretnej sytuacji, która się wydarzyła. Pilnuję też, by, kiedy syn wdrapie się na swoje piętrowe łóżko, nie zabierał żadnych rozpraszaczy ze sobą. Figurki, książki, rysunki. Wszystko, co obraca w placach i zajmuje jego głowę, staram się eliminować. Kiedyś pozwalaliśmy mu zaszyć się z książką na górze, ale to wcale nie sprawiało, że szybciej i lepiej zasypiał. Książka na kanapie, przy dobrym świetle — ok. Ale po przytulaniu już tylko spanie.

Kolacja jako najważniejszy posiłek dnia
Napisałam to nieco przekornie, bo w tym tonie mówi się o śniadaniu. Ale, gdy chodzi o wieczorne wyciszenie i zaśnięcie, to właśnie kolacja gra tu zasadniczą rolę. My stawiamy na nieco wcześniejszy i lekkostrawny posiłek, przed kąpaniem, szczotkowaniem zębów, czy książką, by spokojnie wszystko mogło się strawić, a mały jegomość nie skupiał swojej uwagi na charakterystycznym przelewaniu w brzuszku. Dziś wiemy, że również picie herbatek, ciepłego mleka, czy nawet większej ilości wody przed snem może być ryzykowne. Po pierwsze, gdy był młodszy, zdarzały się epizody moczenia nocnego, ale też gdy dorósł, to wielokrotnie budził się na toaletę, co też dodatkowo wybijało go ze snu i nie pozwalało na optymalny odpoczynek.

Muszę w tym miejscu wspomnieć, że to właśnie w brzuchu, nie tylko u dziecka z ADHD kumulują się wszelkie emocje. Zatem stres, euforia, czy każda inna emocja, ale silna, może powodować kłopoty brzuszkowe. Pisałam już o tym, że nowa szkoła to ekscytacja połączona z wyczekiwaniem, która synkowi od pierwszego dnia przysparzała dyskomfortu. Synek mówił wtedy, że „coś mu się przeciska”, a to był prawdopodobnie charakterystyczny supeł w żołądku, czyli fizyczny objaw psychicznych rozterek. Dlatego właśnie ta kolacja z głową ma takie znaczenie 🙂
Dotyk, który koi
ADHD zazwyczaj towarzyszą inne problemy. U nas jest to obniżone napięcie mięśniowe, zaburzenia czucia głębokiego, czy problemy z motoryką małą. Jaki to ma związek z zasypianiem? Otóż taki, że nasze dziecko potrzebuje, by go mocniej przytulać, ściskać, czy okrywać. Parę lat temu zagościła u nas kołderka obciążeniowa, która miała swoje różne momenty w karierze. Raz była tylko na chwilę, innym razem lądowała w kącie, a ostatnio powróciła w wielkim stylu, kiedy syn sam się o nią upomniał. U nas zyskała ona miano „magicznej”, bo kiedyś, gdy był młodszy, by go skłonić do przykrycia się nią, powiedzieliśmy, że ma specjalne magiczne właściwości, które pomogą mu zasnąć. Ale zanim jeszcze nasze dziecko powędruje do łóżka, bardzo lubi, by robić mu zdecydowany masaż pleców, stóp, a właściwie całego ciała. Mizianie już nie wystarcza. Kiedyś lubił, by używać rolki do masażu, czy takiej specjalnej zimnej metalowej kulki. Ostatnio ograniczamy się do pleców i mocnego przytulenia tuż przed snem. Może to nie do końca masaż, ale również stawianie bezogniowych baniek jest dla niego przyjemnością. Tutaj zdecydowanie łączę przyjemne z pożytecznym. Bo przede wszystkim sesję poprzedzam masażem pleców podczas wcierania oliwki dla dzieci, a samo zasysanie powietrza z baniek za pomocą specjalnej pompki jest też formą dotyku, jak i błogie leżenie pod kocykiem przez kilka minut. Nie wspomnę już o tym, jaką moc mają liczne buziaki od mamy i taty oraz przytulaski i nieustanne zapewnienia „kocham cię”. Zauważyłam też, że kojąco na syna działa ciepła kąpiel. Czasem to prysznic, gdzie pozwalam, by ciepła woda spływała po plecach, a czasem to leżenie w wannie. Nabyłam też kilka olejków eterycznych (np. lawendowy, z drzewa herbacianego) do kąpieli i jak tylko mi się przypomni, dolewam parę kropel do wody. Nie wiem, czy to działa na uspokojenie, ale w połączeniu z innymi, wyżej wymienionymi procedurami stanowi całość:)

Nadmiar emocji, bodźców tylko dodatkowo pobudza i tak już „nakręcone” gonitwą myśli dziecko. Widzę u syna, jak nowy rok szkolny, do którego przecież podchodzi entuzjastycznie, sprawia, że musimy zintensyfikować wysiłki, by chciał w ogóle zasnąć. Cały czas odpływa myślami, przeżywa coś, analizuje — prawdopodobnie jest na innej orbicie, a na pewno nie tu i teraz. Dlatego ograniczenie stymulatorów zdecydowane nam pomaga i pozwala skupić się rozwijaniu małego człowieka, a nie na walce z czynnikami zewnętrznymi.
