
Rytuał zasypiania ewoluował przez lata i zmieniał się wraz z dojrzewaniem naszego synka. Było to związanie z wiekiem malca, ale także z naszą sytuacją rodzinną, czy nawet z logistyką w pokoju. Podstawowy zrąb codziennych czynności jest jednak stały i wypracowywany przez lata, na długo przed tym, jak synowi postawiono diagnozę ADHD.
Po pierwsze kolejność
Rutyna, rytuał, powtarzalność- te wszystkie słowa na stałe zagościły w naszym repertuarze słów związanych ze snem. Dają naszemu dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewność, że będzie kolejny spodziewany etap. Kiedy pada termin KOLACJA, nasz syn już wie, że po niej nastąpi kąpanie, mycie zębów, a potem kładzenie się do łóżka. Właściwie od lat nie zmieniamy tej kolejności, chyba że: są wakacje/jesteśmy “w gościach”/ktoś jest chory/synek o to poprosi. Są to sytuacje, których nie jesteśmy w stanie kontrolować tak, jak w warunkach domowych. Zatem pobyt w domu daje pewność, że schemat się zadzieje. Bywają dni, kiedy mający się za dużego przedszkolaka, bo przecież już najstarszego w swojej grupie, podejmuje decyzję, że zęby to on jednak umyje przed kąpaniem i nikt wtedy nie zamierza go od tego odwodzić. Pozwalamy na takie “wyłomy” samodzielności
Wyciszenie słowami
Właściwie wszystkie poradniki dotyczące wychowania dziecka na istotę myślącą mówią o codziennym czytaniu przed snem. Tak jest i u nas. Książki towarzyszą nam w codziennej przygodzie przez życie. Może z racji naszych zainteresowań, może też dlatego, że wiemy, jaką wartość niosą. Dzieci mają swoją, a my swoją biblioteczkę i każdy odpowiedzialny jest za swój zbiór/regał. Synowi czytamy bajki dostosowane do jego wieku i zgodne z upodobaniami. Ale ostatnio, jako że szlifuje składanie liter, nabyliśmy serię książeczek do samodzielnego czytania. Frajda syna nieziemska, bo przecież całkiem SAM się dowiedział. Ale równie często bywało też tak, że z racji zmęczenia, zdenerwowania, problemów z koncentracją, prosił nas o opowiadania bajek. I w tym miejscu muszę podkreślić, że to dość trudna czynność, szczególnie gdy ma to być jedna spójna historia, ale opowiadana w odcinkach. Tego karkołomnego zadania podjął się mój ukochany mąż. Wymyślał na bieżąco lub dzień wcześniej kolejne kawałki opowieści o małym chłopcu. Nie wierzyłam własnym oczom, jak nasz syn bajecznie skupia się na opowieści, szczegółach. Nie wspomnę już o tym, że główny bohater jest chłopcem i posiada imię podobne do imienia syna. Identyfikacja z głównym bohaterem, który jeszcze przeżywa magiczne i fascynujące przygody jest wręcz stworzona dla chłopca z ADHD. Zwłaszcza dla naszego chłopca. Cała historia o dziecku i jego magicznych przyjaciołach rozrosła się do tego stopnia, że postanowiliśmy ją upublicznić, wydać i okrasić ilustracjami zdolnego rysownika, by stała się nie tylko wspaniałą pamiątką dla naszego szkraba, ale również inspiracją dla innych rodziców dzieci z ADHD. Więcej znajdziecie w osobnym wpisie.
Uwaga na zabawy
Czasem przed snem synek proponuje nam kalambury, ale to nie jest najlepsze rozwiązanie, ponieważ końca zabawy nie widać, a przekonanie go do finiszu bywa uciążliwe i czasem wręcz niemożliwe. Jest też taka wieczorna rozrywka, którą samo zaproponowało nasze dziecko. Polega na opisywaniu przez nas po angielsku danej rzeczy i odgadnięciu przez niego co to za przedmiot. Oczywiście muszą to być znane mu słowa i chodzi tylko o osłuchanie z obcym językiem, który go fascynuje. Tutaj niestety też trzeba ją umiejętnie prowadzić, gdyż seria niepowodzeń może doprowadzić małego jegomościa do furii. Trzeba balansować między dawaniem forów a dostosowaniem poziomu do wiedzy i umiejętności małolata.
Bez tulenia ani rusz
Oddanie się w objęcia Morfeusza nie byłoby możliwe bez obowiązkowego przytulania. Synek otwarcie powiedział, że woli, gdy do łóżka odprowadza go mama, ponieważ wie, że daję się przekonać na wspólne leżenie, przytulanie, a czasem nawet mizianie po pleckach, bądź krótki masaż stóp. Z tatą jest krótko, zwięźle i na temat: buziaki, tulenie i marsz do łóżka. Z mamą bywa łatwiej. Przytulenie się do niego plecami, ale takie mocne i zdecydowane, które czasem jest dla mnie niewygodne, jemu przynosi ulgę i odprężenie. Zawsze z nieodłącznym towarzyszem snu, bezimiennym Misiem przy boku. Muszę jednak pamiętać, że mam położyć moją nogę na jego nodze i głowę oprzeć na swojej ręce, ale na pewno nie kłaść na poduszce. Tej instrukcji się trzymamy i tak po 10-15 minutach synek jest w świecie snu, a my mamy wieczór dla siebie. W tym miejscu nadmienię, że po narodzinach córki, jakieś 3 lata temu, synek z powodu tej rewolucji życiowej, zaczął nad ranem przychodzić do nas do łóżka i staramy się go nie wyganiać. Choć bywa to męczące, to wiemy, że tego właśnie potrzebuje, szczególnie wtedy, gdy mówi otwarcie, by go ukochać, co znaczy przytulić. To sygnał potrzeby bliskości, której nie może przecież zbagatelizować żaden rodzic, niezależnie od wieku pociechy.
Z ciężarem lżej
Zanim dowiedzieliśmy się o jego zaburzeniach, wykonaliśmy na własną rękę, bez sugestii żadnych specjalistów diagnozę integracji sensorycznej. Synek skończył dopiero co 4 lata, więc mógł zostać przebadany w normalnym trybie, jako dziecko starsze. Terapeuta wykazał wówczas w swojej diagnozie zaburzenia czucia głębokiego i problemy z równowagą. Otrzymaliśmy wiele zaleceń, literaturę do poczytania, zestaw przykładowych ćwiczeń, itp. I wybraliśmy te, które nam odpowiadały. Dodatkowo przeczytałam gdzieś w internecie, że jest taki wynalazek jak kołderka obciążeniowa, która pomaga w zasypianiu. Przez swój ciężar (do wyboru są różne warianty wagowe) przygniata, więc mechanicznie tonuje nadmierną ruchliwość, a w konsekwencji wycisza i uspokaja. W artykule tym była też sugestia, by stosować tę metodę do 20 minut, ze względu na ryzyko przestymulowania. U nas sprawdza się, choć nie zawsze. Chłopak jest już na tyle świadomy, że pytamy go, czy chce być przykryty kołderką. U nas zyskała ona miano “MAGICZNEJ KOŁDERKI”. I czasem nawet magicznie czyni zaśnięcie prostszym. W każdym razie nie zmuszamy, a pytamy.
Jest małe “ale”
Nie wiem, czy też tak macie, ale niemalże zawsze przed snem, kiedy zaraz będzie już nieodwołane pójście do łóżka, nasz syn odkrywa, że przecież on nie może pójść spać, ponieważ jest strasznie, ale to strasznie głodny. Żadne racjonalne tłumaczenia nie mają wtedy sensu, bo to przecież gra na czas i spędzenie jeszcze kilku chwil poza własnym łóżkiem. I mimo faktu, że nasza pociecha bardzo lubi pospać, to wizja liczenia ogromnej liczby owiec i bezkresnego wiercenia się sprawia, że przeciąganie momentu ostatecznego udania się na spoczynek staje się jedynym rozsądnym wyjściem Wszystko przez te myśli. Synek kiedyś zwierzył się nam, że tuż przed zaśnięciem analizuje cały dzień, wszystkie emocje znajdują wtedy ujście, może sobie swobodnie “potikać”, spina się. Kiedy tak leżę przytulona do niego przed snem, to czuję, jak cały wręcz chodzi. Jest jak naprężona struna, która nie pęka, ale działa na granicy wytrzymałości. Skoro czasem natrętne myśli nie pozwalają zasnąć dorosłemu, to co dopiero ma powiedzieć siedmioletnie dziecko, które jeszcze niedostatecznie poznało swoje ciało, reakcje i próbuje sobie z tym poradzić.
Kiedyś, jak nasz synek miał dwa latka, myśleliśmy, że najdłuższe momenty usypiania już za nami. Teraz będzie tylko z górki. Ale okazało się, że to dopiero początek, bo czas zasypiania wcale się nie skraca, a nawet jeśli, to doszły dodatkowe elementy, bez których ani rusz (np.czytanie, buziaczki, tulanki itp.) Dziecko z ADHD potrzebuje waluty w postaci czasu, by móc kupić sobie gwarancję zaśnięcia tuż przed rodzicami;)
