
Właśnie miałam napisać, że to była fatalna sobota. Ale ostatecznie postanowiłam, że napiszę, iż to była fatalna sobota i całkiem sympatyczna niedziela;) Kiedy następuje weekend po wyczerpującym tygodniu pracy, to nasza rodzina, a przynajmniej pełnoletnia jej połowa, trochę drży o to, co się wydarzy. Pobyt synka w przedszkolu, w zerówce wymusza na nim zachowanie fasonu, dostosowanie się do reguł, które nie zawsze są zbieżne z jego postrzeganiem świata. Więc kiedy nadarza się pierwsza możliwa okazja, emocje, które nie miały szansy się ujawnić, wracają właśnie w weekend. A zmęczony, niecierpliwy i potrzebujący czasem świętego spokoju dorosły, nie ma najzwyczajniej w świecie ochoty tłumaczyć po wielokroć, zachowywać kamiennej twarzy i spokoju w sytuacjach krańcowych. I tak właśnie stało się w ostatnią sobotę.

Czarne chmury nad sobotnim porankiem
Już od pobudki synek poinformował nas uprzejmie, że jest zmęczony, mimo iż wstał z własnej inicjatywy. Potem walka o zjedzenie śniadania. Bo nie takie, nie taką bułkę chciał i w sumie, dlaczego ma się ubierać po śniadaniu, skoro on ma ochotę paradować w pidżamie. Pierwszy konflikty zostały zażegnane. Ale potem zakupy sobotnie, by uzbroić się w artykuły pierwszej potrzeby i w ogóle we wszystkie warianty, które przy dzieciach pozwolą uniknąć, choć połowy zbędnych “ale ja chcę”, „a dlaczego nie ma?” itp. Już prawie mąż miał wychodzić na zakupy, kiedy to synowi przypomniało się, że on też chce mu towarzyszyć. Więc prosimy o ubranie się. I potem możecie sobie wyobrazić, jak wyglądał scenariusz na dalszą część dnia, choć opisuję dopiero poranek. Kiedy zmęczeni, ale szczęśliwi zmrokiem kładliśmy się do łóżka, przyszła niedziela, choć z nieciekawą aurą za oknem, okazała się klimatem odbiegać od sobotnich utarczek o wszystko.
Przejaśnienia w niedzielę
Rozpoczęło się przyjemnym śniadaniem w mistrzowskim wykonaniu Taty. To już tradycja, że słodkie, wspólne śniadanie czeka nas właśnie w niedzielę. Obyło się bez wspomagającego telewizora, zasiedliśmy wspólnie do posiłku i było naprawdę sympatycznie. Było trochę przepychanek między rodzeństwem i trochę wybrzydzania, ale to norma. Synuś sam z siebie zaproponował posprzątanie po śniadaniu i w zespole udało nam się szybko uporać z pośniadaniowym bałaganem. Ale dodam, że staramy się zawsze synkowi powtarzać, że jak sobie pomagamy, to mamy potem więcej czasu na wspólną zabawę. A to dla naszego chłopczyka niezwykle istotny aspekt. No i nastał czas sprzątania. Rzecz jasna po raz setny usłyszeliśmy, że nienawidzi sprzątania. A my, jak zwykle odpowiedzieliśmy mu, że my również, ale chcemy, by nasz domek był czysty, pachnący i było w nim po prostu miło. A jeśli uprzątniemy go wspólnie, to szybciej zasiądziemy do rodzinnych rozrywek. Podczas wstępnego ogarniania pokoju dzieci, zaczęłam rozmowę z synkiem, że sprzątanie należy potraktować, jak taką grę. To jest zadanie do wykonania, które pozwoli nam przejść na inny poziom. Dodatkowo to również rodzaj ćwiczeń, które przecież bardzo lubi i marzy o osławionym kaloryferze na brzuchu😉 Ku mojemu zdumieniu poprosił o odkurzacz i „obleciał” nie dość, że cały swój pokój, to jeszcze nie dał go sobie wyrwać i poodkurzał pozostałą część mieszkania. A na tym się nie skończyło. Tak go nasza rozmowa zmotywowała, że na entuzjaźmie poprosił Tatę o instruktaż ręcznego mycia pozostawionych w zlewie naczyń, wypolerował wszystkie lustra w domu i pościerał kurze. Na koniec tylko zapytał szarmancko, czy w czymś jeszcze może pomóc. Nie mogłam się go nachwalić, dzwoniłam do najbliższych i na głos wyrażałam zachwyt nad jego zachowaniem. Nie posiadał się z radości. Oczywiście były drobne incydenty, ale niedziela upłynęła pod znakiem naprawdę przyjemnych chwil i efektywnych czynności.

I w końcu wyszło słońce!
Dziś tak sobie myślę, że dobra motywacja to podstawa. Spokojne systematyczne tłumaczenie i siła konsekwencji, która może właśnie za tym setnym razem zaskoczy. U nas tak się stało. Ale przypomnę tylko, że by pozytywna myśl zakiełkowała przy niedzieli w głowie jegomościa z ADHD, musiała wcześniej nastąpić gwałtowna sobota z huraganem. Dla nas w niedzielę wyszło słońce i tym ciepłem dzielimy się dziś z Wami. Dobrego tygodnia!
