
Dzień Kobiet to wyjątkowa data w kalendarzu każdej damy. I wcale nie chodzi o to, by dostać tego goździka (który de facto jest moim ulubionym kwiatem), czekoladki, czy rajstopy. Chodzi może o tę chwilę, gdy czujesz, że jesteś najważniejsza i caaały dzień jest tylko dla ciebie. Bo tak, jak w życiu praktycznie każdej mamy, codziennie toczy walkę ze sobą, światem i niesprzyjającymi okolicznościami. I dziś napiszę troszkę więcej o kobiecie, która jest przy okazji mamą dziecka z ADHD.
Legalne dowody wdzięczności
Wczoraj, idąc uzupełnić rodzinne zapasy żywnościowe, natknęłam się na tasiemcową kolejkę do stoiska z kwiatami. To był uroczy widok, bo skład osobowy był typowo męski, ale przekrój wiekowy zupełnie nieujednolicony. To rozczulające, że panowie ustawiają się cierpliwie w ogonku, by nabyć tego jedynego, wyjątkowego kwiatka w roku. Wczoraj media krzyczały, że o prawa nam trzeba walczyć, a kwiatki to można sobie darować. I tu was zaskoczę- zgadzam się i z jednymi i z drugimi. Bo jakże miło jest otrzymać prezent, dowód wdzięczności za bycie kobietą, a żaden to wyczyn, bo przecież płci się nie wybiera (!) Ale ja jakoś myślę, że ten kwiatek, czekoladki, czy rajstopy, które u mnie w domu okazały się być książką z kwiatkiem bardzo mnie ucieszyły jeszcze z innych względów. Dla mnie to kolejny czuły gest męża, którego kocham i który napisał mi osobistą dedykację, której Wam oczywiście nie pokażę. Napiszę tylko, że było w niej mnóstwo o tych wszystkich rolach, które pełnię w życiu. Dopiero papier, ilość tekstu na papierze uzmysłowiła mi, że może milion drobnych obowiązków, które mam codziennie na głowie nie są jedynie parą w gwizdek i docenia je najbliższa mi osoba, która przy okazji mi za to dziękuje.

Od razu dodam, że jego szacunek i uznanie nie ograniczają się wyłącznie do słów. Codzienna pomoc w obowiązkach domowych jest dla mnie bardzo cenna. Mamy dwójkę dzieci: córka 2,5 roku i synek 7 lat. Tak już zostało od urodzenia naszych dzieci, że to mąż bierze na siebie kąpiel dzieci i czynności okołokąpielowe, a czytaniem i kładzeniem maluchów dzielimy się. To bardzo ważny rytuał, który ewoluował w czasie. By móc celebrować, jak się okazało ten najważniejszy moment dnia, podział był konieczny. Dziś oboje pracujemy z domu, więc zatarła się automatycznie granica między obowiązkami w domu i w pracy. Pandemia nas zmęczyła, ale też pozwoliła dostrzec obu stronom, że wsparcie, wyrozumiałość i czasem odpuszczenie sobie są konieczne, by skupić się na pracy i zadbać o wzajemne zdrowe i bliskie relacje.
Miłość nie tylko na papierze
Kiedy odbierałam wczoraj mojego synka z przedszkola, otrzymałam od niego tulipanopodobną kompozycję z papierowych kwiatów, która sprawiła, że zrobiło mi się miło na sercu. Oczywiście podejrzewałam, że Panie w przedszkolu zainicjują jakąś akcję z pracami plastycznymi z tej okazji, ale mimo wszystko szczerze się ucieszyłam. Było mi bardzo przyjemnie, że syn, wręczając mi prezent, wypowiedział jednym tchem “ wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet”. To zawsze mnie rozczula. Ale jeszcze bardziej rozradowałam się, gdy taką samą laurkę zrobił dla swojej siostry i powiedział “A to dla mojej ukochanej siostry”.

Kiedy tak sobie wracaliśmy z przedszkola, trzymając się za ręce, synek odwrócił się w moją stronę i powiedział: “ Mamo, bardzo Cię kocham”. I to już wystarczyło, by ten moment dnia uznać za udany. Przypomnę tylko, że dzieci z ADHD tak mają, a na pewno tak ma mój syn, że z równie wielką pasją wścieka się, jak i okazuje miłość. U niego nie ma miejsca na półśrodki. Przytula z całych sił (ma przy okazji zaburzenia czucia głębokiego), całuje wylewnie i wypowiada deklaracje miłości i nienawiści, w które w danej chwili niezwykle się wczuwa. Ale ja, nauczona doświadczeniem, delektowałam się tą chwilą podczas spaceru, bo wiedziałam, że dowolny zły impuls może wywołać u niego skrajnie odmienne zachowanie. Niejednokrotnie w swojej matczynej karierze usłyszałam z ust mojego syna, że mnie nie lubi, a nawet nienawidzi. Ale wiem, że minie najwyżej kwadrans zachowywania przeze mnie nerwów na wodzy, a wróci do mnie ze skruszoną miną, będzie chciał się przytulać i przepraszać gorliwie. Ja oczywiście przyjmuję to z całym dobrodziejstwem inwentarza, ale warunkiem jest to, by się wyciszył, zaczął racjonalnie myśleć i był w stanie powiedzieć, co było niewłaściwe w jego zachowaniu. Staram się wtedy nie naciskać na przeprosiny, raczej zadaję wtedy pytania pomocnicze, gdy nie znajduje słów na określenie swojego postępowania. Ja kocham go miłością bezgraniczną, nieoceniającą i to mi wystarczy. Nie będę dociekać, jaka jest prawda i uczucia po drugiej stronie, bo wiem, że syn zapytany na wyrywki, co najbardziej lubi robić z mamą, bez zastanowienia odpowiada, że przytulać. Akceptacja, czułość, wytrwałość. To ostatnio moja naczelna triada w stosunku do syna.
A żeby tak zapętlić i odnieść się do walki kobiet o prawa w kraju – to mam tylko taką refleksję w kontekście roli mamy dziecka z ADHD – dostęp do informacji jest tym, czego nam dziś potrzeba. W społeczeństwie są ludzie “poza normą”, inni, dziwni, i dopiero akceptacja tego stanu wyzwoli zamknięte społeczeństwa. Dziś, jako rodzice syna z nadpobudliwością psychoruchową stoimy przed wyborem szkoły podstawowej dla syna. I którą mamy wybrać, gdzie szukać pomocy, czy jest jakaś lista placówek wspierających rodziców dziecka z ADHD? INFORMACJA jest tu kluczowa, bo ta wędka uczy więcej, niż najtłustsza ryba, która może odbić się czkawką.
